"Fałszywa Pandemia" - analiza treści

Lekarz Dawid Ciemięga

09.10.2020

Aby przeczytać tę książkę, wystarczą 2 godziny – czego i tak nie zrobi wiele osób, które się na nią powołuje. Aby zweryfikować informacje w niej zawarte, potrzeba kilkunastu godzin i znajomości wiedzy specjalistycznej, dlatego fakenewsy mają się tak dobrze.

 

Ile osób wierzących w tę publikacje zechciało w ogóle sprawdzić informacje w niej zawarte? Jestem przekonany, że 0.

Książka „Fałszywa pandemia” w ostatnich miesiącach stała się jednym z elementów dyskusji internetowej na temat COVID19, docierając nawet do sejmu i polityków. Postanowiłem sam do niej zajrzeć i przekonać się, czy jest to pozycja - która walcząc z wielkim spiskiem, jest napisana rzetelnie i czy zawiera warte uwagi argumenty. 

Jeśli ktoś myśli, że z góry jestem do tego typu wydawnictw uprzedzony, to przyznaje się – że jestem i mam ku temu kilka istotnych powodów, ale uprzedzony jestem również do wielu książek jakie obecnie są wydawane. Dawno już skończyły się czasy, kiedy książki pisali przede wszystkim ludzie, którzy byli naprawdę warci tego, aby ich wydawać.

Zdjęcie po prawej: J. Kaczyński otrzymał od posła Brauna egzemplarz, foto PAP. 

Obecnie mamy dwa problemy, po pierwsze książkę może napisać i wydać każdy o czymkolwiek, ale większym problemem jest to, że coraz więcej autorów nie ma świadomości, że pisarzami są słabymi. A kiedy inni zwracają na to uwagę, autorzy dziś nie przyjmują krytyki tylko szukają usilnie winnych swojej miernoty, pomijając siebie samego. Niestety, wciąż wiele osób uważa, że jeśli ktoś napisał i wydał książkę, to musi automatycznie być uznany za autorytet lub kogoś godnego zaufania. Ta zasada nie jest już aktualna.

 

„Fałszywa pandemia” jest pełna różnych opinii i przemyśleń osób, z którymi prowadzone były wywiady i tego analizować nie będę. Chciałbym przede wszystkim zweryfikować przedstawiane kluczowe informacje naukowe i medyczne pod kątem ich prawdziwości.

 

Nasuwa mi się przy tym pytanie – czy osoby godne zaufania, dla których pisanie książek jest równoznaczne z odpowiedzialnością za przekazywane czytelnikom informacje, pozwoliłyby sobie na publikowanie wątpliwych faktów? Czy w znanych i pisanych lekkim językiem o rzeczach trudnych – "Krótkiej historii czasu" Hawkinga czy książkach Michio Kaku, znajdziemy informacje nieprawdziwe? Nie. Dlatego warto ich brać za autorytety, bo są po prostu rzetelni. 

Analiza treści

1. Pandemii nie ma

„Nie ma epidemii ani pandemii koronawirusa. Ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju” - tak zaczyna się książka „Fałszywa pandemia” argumentując, że za śmiertelność COVID19 mają odpowiadać głównie zakażenia szpitalne oraz inne dodatkowe czynniki. 

W dalszej częściej książki przeczytamy wiele twierdzeń, które zaprzeczają sobie wzajemnie, z jednej strony książka neguje pandemie i groźny potencjał wirusa, z drugiej strony wspomina o tym, że umierają osoby podatne. To o przeziębieniu można powiedzieć, że jest mało istotnym problemem, gdyż nie powoduje znaczącej śmiertelności w danej grupie wiekowej. 

Zanim jednak odpowiem na stwierdzenie - "Nie ma epidemii", przytoczę tutaj od razu informację, którą można znaleźć na stronie 108

Epidemia to stan, kiedy liczba przypadków danej choroby zakaźnej istotnie wzrasta, lub pojawiają się przypadki choroby zakaźnej, która dotychczas nie występowała. Rozumiem, że dla autorów książki 36 milionów przypadków (stan na 08.10.2020) nowej choroby jaką jest COVID19 to nic znaczącego, ale publikowanie twierdzenia, że ten wirus był od początku ludzkości jest szczytem niekompetencji.

Po 1. Przed rokiem 2020 nie mieliśmy tak wyraźnej ilości zgłaszanych objawów typowych dla COVID19 – utraty węchu. Przez ostatnie dziesiątki lat ludzie nie chorowali na zapalenia płuc, których przebieg byłby specyficzny i dodatkowo związany z objawami COVID19 w tym ze wspomnianą utratą węchu. To się jakoś wcześniej nie działo. 

Po 2. Pominę tutaj wykład na temat ewolucji wirusów, już o tym kiedyś pisałem. Ale krótko mówiąc – bakterii i wirusów jakie dziś znamy, nie stworzył Pan Bóg 6 tysięcy lat temu z całą planetą jak się niektórym najwyraźniej wydaje. Tego typu stwierdzenia są przykładem niewiedzy i naukowej kompromitacji, bez problemu można je obalić. Idealnie pasują do miejsca, w których udzielają się osoby je głoszące, czyli internetu i filmów z żółtymi napisami. Równie dobrze można stwierdzić, że Morgan Freeman zawsze wyglądał tak, jakiego go dziś znamy, urodził się już jako sympatyczny czarnoskóry staruszek i nigdy nie wyglądał inaczej.

Już pierwsze zdanie książki jest zapowiedzią tego, co znajduje się dalej. Publikacja, jako całość, nie ma nic wspólnego z merytorycznym przekazywaniem wiedzy. Typowe jest również to, że książka mówiąca o rzekomych spiskach i manipulacjach, sama opiera się na manipulacjach i wprowadza czytelnika w błąd, wielokrotnie. 

2. Astmę diagnozuje się na podstawie sekcji zwłok...

Musze przyznać, że to zaskakujący tok myślenia, który sugeruje, że do postawienia rozpoznania o chorobie współistniejącej - mającej znaczenie w kontekście COVID19, potrzebna jest sekcja zwłok. Do chorób tych zalicza się głównie takie, których diagnostyka jest prosta i mało inwazyjna, są to przede wszystkim astma, choroby serca otyłość, POCHP. Czyli coś, co naprawdę trudno przeoczyć i czego wykrycie nie wymaga wykonania sekcji. 

Ale jeśli już o sekcji mowa:

Powyższa publikacja jest tylko jednym z istniejących dowodów na to, że twierdzenia o braku zmarłych z COVID19 bez obciążeń i braku dowodów sekcyjnych, są jedną wielką brednią. 

3. Fałszywe wnioski

W książce powołano się na badanie "SARS CoV2: fears vs data"

Badanie jest dostępne pod tym linkiem:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7102597/

Konkluzja publikacji jest jednak inna, niż informacja zawarta w książce, ponieważ wyszczególniono 4 różne powszechnie występujące typy koronawirusów, podano śmiertelność jaka się z nimi wiąże i zestawiono to ze śmiertelnością SARS CoV2, którą wykazano jako wyższą - jeśli już pisać precyzyjnie. Ponadto, zaznaczono, że wyniki są zasadne co do okresu ich publikacji, co wydaje się rozsądne z uwagi na dynamicznie zmieniającą się sytuację epidemiologiczną. W książce o tym nie wspomniano, podobnie jak nie zwrócono uwagi, że są to dane lokalne dla Francji, a nie ogólnoświatowe.

4. Dzieci mają wrodzoną odporność

Dzieci do 5 roku życia bardzo często chorują, szczególnie chodząc do żłobka i przedszkola o czym wie każdy rodzic. Dzieje się tak, ponieważ dopiero wykształcają i trenują swój układ odpornościowy, który najpierw musi nauczyć się świata zewnętrznego z którym ma styczność. Żaden człowiek nie rodzi się z wykształconą odpornością. Tylko przeciwciała IgG przechodzą przez łożysko, zapewniając minimalny stopień ochrony immunologicznej płodu, ale jest to niewielka część całej układanki zwanej odpornością dziecka. W wieku noworodkowym i niemowlęcym występująca ochronna rola przeciwciał matki zanika w ciągu pierwszych miesięcy i nie jest ona taka sama jak odporność, którą się samemu wykształca w pierwszych latach życia.

 

Powyższe stwierdzenie w książce to przykład rażącej niekompetencji.

5. Dzieciom nic nie grozi i powinny się zarażać. 

Dzieci znajdują się w najlepszej sytuacji, ponieważ stanowią najmniejszy procent ofiar śmiertelnych COVID19, ale nie zerowy. Na chwilę obecną śmiertelność dzieci to 0,06% (USA), co oznacza, że 6 dzieci na 10 000 chorych umrze. W ujęciu COVID19 dla zwolenników książki to liczba bez znaczenia, ale gdy chodzi o powikłania szczepionki MMR, gdzie wstrząs anafilaktyczny zdarza się u 1 dziecka na 1 milion, to jest to wówczas dla nich niemal każdy szczepiony i wtedy chcą dobra każdego, nawet jednego na milion. To przykład na to, jak ulotna jest troska o jednostkę, kiedy wybiera się dane wygodne dla poparcia wybranych twierdzeń. 

Poniżej, dane pokazujące systematyczny wzrost zgonów u dzieci z powodu COVID19, co zaprzecza twierdzeniu, że dzieciom nic nie grozi. Warto pamiętać, że w grupie dzieci mamy również podgrupy ryzyka, np. dzieci z Zespołem Downa.

6. Śmierć z respirtatora

Czytamy, że podłączanie wiekowych i schorowanych pacjentów do respiratora jest „bezsensowne” i jest to bolesna terapia.

Prawdą jest, że śmiertelność u starszych i obciążonych osób, które w wyniku COVID19 doznają niewydolności oddechowej, jest wysoka.

Nieprawdą jest, że jest to terapia bolesna, pacjent przed przejściem na respirator jest znieczulany jak do operacji, a jeśli może być od respiratora odłączony i samodzielnie oddychać, to jest wybudzany. 

Anestezjolodzy zapewniają komfort chorym, który polega również na tym, że jeśli pacjent ma bardzo małe szanse na przeżycie, to odchodzi w godnych warunkach. W innym przypadku, taki człowiek zalewający się płynem w płucach, umierałby w cierpieniu i strachu. 

 

Książka nie wspomina również o tym, że Oddziały Intensywnej Terapii coraz lepiej radzą sobie z COVID19, gdyż nabywają doświadczenia, a przeżywalność dla innych grup pacjentów, którzy trafiają pod respirator się poprawia i w niektórych placówkach wynosi 70%.

Rozmowy w tej sprawie z lekarzami można znaleźć np. tutaj:

https://www.npr.org/sections/health-shots/2020/05/15/856768020/new-evidence-suggests-covid-19-patients-on-ventilators-usually-survive

7. Nie można zarazić się dwa razy i odporność stadna

Wiadomo dziś, że można dwukrotnie przejść COVID19, ponieważ poziom przeciwciał po tej chorobie spada w krótkim czasie. Wciąż do końca nie wiadomo, jak kształtuje się odporność na tę chorobę i widać duże zmienności osobnicze.

Ponadto, wykazano, że osoba która już przeszła COVID19, zaraziła się wirusem ponownie po kilku miesiącach i nie mając objawów, zakażała innych. Badanie genetyczne wykazało, że był to nieco inny szczep SARS CoV2. Ponadto, inne choroby wirusowe również można przejść dwa razy, w tym np. ospę.

8. Wirus nie może zabijać samodzielnie

Jest to sprzeczne z poznanymi już efektami patofizjologicznymi, które wywołuje sam wirus. Wnikając do komórek w dolnych drogach oddechowych – niszczy je, a zainicjowana reakcja zapalna organizmu, zwana burzą cytokin, prowadzi do gromadzenia się płynu w pęcherzykach płucnych i niewydolności oddechowej.

 

Taki mechanizm występuje również u osób, które nie mają innych obciążeń i jest to efekt predyspozycji genetycznych, podobnie jak nadmierna reakcja układu immunologicznego w przypadku reakcji alergicznej u niektórych ludzi. W związku z tym wirus może być jedyną przyczyną śmierci osoby, bez chorób współistniejących. 

 

Pokazane twierdzenie zawarte w książce "Fałszywa Pandemia" jest całkowicie nieprawdziwe. 

Podsumowanie

W książce czytamy o tym jak media, politycy i lekarze manipulują informacjami, a przy tym znajdziemy tam rażące przykłady nierzetelności i nieprawdziwych przekazów, które są typowe dla osób mówiących – wszyscy kłamią, tylko my znamy prawdę. Książka wskazuje na istotne problemy, takie jak niejasność świata polityki, rozbieżności w opiniach osób decyzyjnych, czy kwestie przekazów medialnych, którym zależy na sensacji, ale to przecież nic odkrywczego.

Głównym problemem publikacji jest skrajna wybiórczość, całkowity brak obiektywizmu i rzetelności, gdzie wyraźnie widać całkowity brak weryfikacji wydawcy prawdziwości twierdzeń prezentowanych czytelnikowi. Nie miało to z pewnością znaczenia, gdyż jest to pozycja kierowana to czytelnika najmniej wymagającego, który moim zdaniem nawet nie zdecyduje się na wysiłek przeczytania tych ponad 200 stron, ponieważ samo posiadanie tej książki będzie powodem do dumy, bez względu na to, co znajduje się w środku.

W podobny sposób można by napisać książkę o płaskiej Ziemi, ponieważ w obecnych czasach bez problemu znajdziemy kilka osób z wyższym wykształceniem, które zapewnią opinie publiczną o spisku NASA itp.

 

Przykłady, które omówiłem w tym artykule, dyskwalifikują tę książkę jako pozycję merytoryczną, wyraźnie narzuca czytelnikowi stronniczy punk widzenia, posługując się informacjami bezsprzecznie fałszywymi. 

Na koniec, warto również wiedzieć, kim jest wydawca i kto objął patronat nad publikacją.

"Fundacja Osuchowa, z siedzibą w Warszawie, powołana została z inicjatywy Grzegorza Brauna" - jako cele podaje na swojej stronie internetowej dbanie o wartości chrześcijańskie. Problem w tym, że te działania stoją w sprzeczności z postawą Papieża Franciszka, który nie tylko mówi rzetelnie o zmianach klimatycznych, ale również o pandemii. Moim zdaniem, wydawanie książki, której treści są nieprawdziwe i działają na szkodę zdrowia i życia ludzi, szczególnie dzieci, nie wpisuje się w dbanie o wartości chrześcijańskie. 

00.jpg

©2020 by Dawid Ciemiega